Make your own free website on Tripod.com

750 urodziny Tallinna
- w duchu integracji z Europa i narodami Estonii

Wlasciwie data urodzin miasta - 15 maja 1248 roku - jest raczej umowna. Opatrzony nia jest dokument, wydany przez dunskiego króla Eryka o estonskim przydomku Adraraha (Poradlne) i zatwierdzajacy dla Tallinna prawo lubeckie, nadane miastu wlasciwie dziesiec lat wczesniej przez Waldemara II. Nie jest to zatem równiez data zalozenia miasta, które istnialo i prosperowalo juz od przeszlo dwóch wieków, czyli od momentu przeniesienia na przelomie IX i X wieku grodu Estów z niedogodnego strategicznie Iru na obronne Wzgórze Toompea, skad latwo mozna bylo sprawowac kontrole nad powstalym znacznie wczesniej na obszarze dzisiejszego Placu Ratuszowego i Starego Targu placem handlowym oraz rozbudowanym portem, lezacym u wylotu dzisiejszej ulicy Pikk, mniej wiecej na wysokosci Wielkiej Bramy Nadmorskiej.

Wymieniony dokument stal sie dlatego metryka urodzenia miasta, gdyz po raz pierwszy czarno na bialym i po lacinie wymienione zostalo lubeckie prawo w odniesieniu do Tallinna, co mówiac wspólczesnym zargonem swiadczylo dobitnie o pelnej integracji naszego miasta z ówczesna Europa. Kto nie wierzy, niech poslucha! Tekst brzmi nastepujaco: "Ja, Eryk, król Dunów, Slowian i ksiaze Estonii do wszystkich, co pismo to widziec beda w imie Zbawiciela. Potwierdzajac moca tego pisma nadane naszym mieszczanom w Revalu przez króla naszego i pana Waldemara swobody, darujemy im wszystkie takie same prawa, jakie posiadaja mieszczanie Lubeki..." Czyli, ze sprawa jest jak najbardziej na czasie, aby ja stosownie wyeksponowac, czego dowodem byly tegoroczne Dni Starego Miasta (od 6 do 10 czerwca), które przeprowadzone byly ze szczególnym, jak przystalo na eurointegracyjne urodziny, rozmachem, tak ze na kazdym bastionie, skwerze i murze na okraglo cos sie dzialo.

Integracja na wzgórzu Harju
Tak nazywa sie jedno z popularniejszych miejsc rekreacyjnych naszego miasta. Wlasciwie nie jest to wcale wzgórze, tylko jak najoryginalniejszy bastion o nazwie "Szwedzki", jeden z wielu bastionów w dobrze zachowanym systemie umocnien ziemnych Tallinna z XVII wieku. Przy czym kryje on takze tajemnice, o której przecietny Tallinczyk nie zawsze wie. W jego wnetrzu, zasypana warstwami ziemi, kryje sie piekna, sredniowieczna baszta o nazwie "Rózaniec" (Rosenkranz), jest to mlodszy brat stajacej vis á vis baszty "Zerknij do kuchni" (Kiek in de Köök), która zreszta tez jest do polowy zasypana ziemia bastionu Ingermanland. Kazde nowe pokolenie estonskich archeologów knuje podstepne plany o odkopanie "Rózanca", a tym samym zniszczenia "Szweda", czemu sprzeciwia sie tradycyjnie starsze pokolenie archeologów. Dzieki temu wszystko zostaje od wieków na tym samym miejscu w mysl powiedzenia, ze "co zakopane, to pogrzebane".
Na tym to wlasnie romantycznym wzgórzu-bastionie 8 czerwca w ramach Dni (ukochanego naszego) Starego Miasta odbyl sie pod egida Asocjacji Mniejszosci Narodowych Estonii ponad dwugodzinny koncert, w którym wzielo udzial 10 zespolów mniejszosci narodowych, demonstrujac swe talenty oraz szczera chec zintegrowania sie ze spoleczenstwem Estonii.
Nasza, nie tak znów liczna polska
mniejszosc reprezentowana byla przez ludowy zespól wokalny z Narwy oraz Krystyne Jankowska i Anie Murawska z Tallinna. Szkoda tylko, ze do pelnej, polonijnej "trójcy" zabraklo Polonii z Kohtla-Järve, która, jak nam dobrze wiadomo, niejednym talentem moglaby na tym koncercie zablysnac. Polscy dyplomaci z Tallinna przejawili pelna solidarnosc ze swa mniejszoscia narodowa, stawiajac sie na Szwedzkim Bastionie w pelnym skladzie, co nie pozostalo niezauwazone przez organizatorów imprezy, którzy polskich dyplomatów innym nacjom stawili za przyklad.

Historyczny moment dla estonskiej Polonii

Po koncercie, z poczuciem dobrze spelnionego obowiazku i pelniejszej integracji goscie z Narwy i gospodarze z Tallinna udali sie do wiadomej nam wszystkim "Kawiarni przy kosciele" na kolacje, która przeksztalcila sie w dwuczesciowy koncert z przerwa na oddech i krótkie przemowy.
Kierowniczka narwskiego zespolu pani Julia Worobjowa tryskala wprost energia, a mala Swieta Weltmander wystapila z przeslicznym, polskim wierszem "Dla Mamy".
Obecny na spotkaniu pan Konsul Ogórek podkreslil, jak wazny jest fakt, ze po raz pierwszy podczas tradycyjnych Dni Starego Miasta mniejszosc polska zademonstrowala szerszej spolecznosci swa obecnosc. W samej rzeczy, 8 czerwca mozna i z tego powodu nazwac w powojennych dziejach naszego Zwiazku historycznym, gdyz po raz pierwszy Polonia z Tallinna i z Narwy zjednoczyla swe usilowania i zaprezentowala sie wspólnie. I znów westchnac nalezy: Jaka szkoda, ze Polaków z Kohtla-Järve razem z nami nie bylo!

Wspaniale wokalistki z Narwy

to 9 pan: Julia i Olga Worobjowe, Paulina Tarasowa, Leokadia Kuzniecowa, Bernarda Kizlo, Wlada Juris, Helena Jakowlewa i Teresa Komarowa. Nie wszystkie panie mogly przybyc na wystepy do Tallinna, poniewaz odbywaly sie one w powszedni dzien, jednak, jak zareczyla pani Paulina Tarasowa w krótkiej rozmowie z korespondentem naszej gazety, wszystkie panie zbieraja sie pilnie w kazda niedziele przy narwskim kosciele na próbach zespolu. Na poczatku zestawily sobie same repertuar, a obecnie zaopatrywane sa w material nutowy przez polska Ambasade. Stroje uszyly sobie same, wedlug ksiazki. Wybraly jeden ze strojów slaskich, bo byl latwy w wykonaniu i nie wymagal zbytnich kosztów. Narwskie wokalistki chetnie przyjechaly na wystepy do Tallinna, bo pociagaja je tego rodzaju kontakty, szczególnie polonijne.
Zapytane o pomocników lub sponsorów swej dzialalnosci panie nazwaly jednym tchem polska Ambasade w Tallinnie i przewodniczacego Zwiazku Polaków Narwy pana Janisa Sumaroka, bez którego, jak twierdza, "nic by nie bylo". Konsul Ogórek ze swej strony obiecal dolozyc wszelkich staran, aby ludowe wokalistki z Narwy mogly wziac w przyszlym roku udzial w Festiwalu Zespolów Polonijnych w Koszalinie, gdzie beda mogly równiez poglebic swe umiejetnosci na zajeciach towarzyszacych festiwalowi warsztatów twórczych.
Teresa Kärmas

archiwum