Make your own free website on Tripod.com
Polacy w Estonii

Jak
poko-
chac
Elmara

Pani Frania (82 l), po mezu Aava, z domu Rubnikowicz bez owijania w bawelne twierdzi, ze bez Estonii juz by zyc nie mogla, a sprawil to przede wszystkim Elmar.
Z pania Frania nie sposób przeprowadzac wywiad w sposób konwencjonalny czyli w stylu pytanie - odpowiedz. Pani Frania jest bardzo "mowna", podchwytuje wprawdzie watek pytania, ale snuje go nie wedlug kolejnosci wspomnien lecz wedlug potrzeby wlasnego serca.

Wiec choc zaczynamy po kolei, jak Bóg przykazal, czyli od rodziców - Jana Rubnikowicza i Karoliny z domu Miedzielec, daty urodzenia pani Frani 10 pazdziernika 1916 roku, dobrze prosperujacego gospodarstwa w rozparcelowanej kolonii Hermanowicze na Wilenszczyznie, to jednak juz zaraz na poczatku pojawia sie Elmar, chociaz jego wlasciwe miejsce w zyciu pani Frani wyklarowalo sie znacznie pózniej. Ale Elmar byl i pozostal dla niej wzorem wszelkich cnót mezowskich, których, jak twierdzi pani Frania, "zadna powiesc opisac nie zdola". W toku rozmowy wynika jednak, ze nie od razu pani Frania co do stanu malzenskiego byla taka przekonana. Rozmowa toczy sie zatem bardzo interesujaco i calkowicie wedlug uznania pani Frani, ale trzeba wreszcie pochwycic gdzies ten watek i zaczac relacjonowac opowiesc:

- Nigdy nie myslalam, ze pozyje az tak dlugo - wzdycha pani Frania z wyrazna satysfakcja i dodaje: - Zycie bywalo takie ciezkie! Chociaz przy Polsce zylo nam sie dobrze. Siedzielismy na 15 hektarach. Ojciec byl cichy i spokojny, a mama rzadna i energiczna. Juz zawczasu zaplanowala przyszlosc swych dzieci. Do pomocy nikogo nie najmowano, bo trzej synowie - Leon, Marian i Piotr mieli pozostac na gospodarce, a trzy córki - Emilie, Janine i mnie chciala mama dostatnio wyposazyc i dobrze za maz wydac. Stad tez chyba wziela sie moja pózniejsza niechec do malzenstwa. Mama byla bardzo surowa i dobrze mnie jako najstarsza z córek pilnowala. Na tancach krecilo sie wokól mnie kawalerów w bród - nie jeden i nie dwóch, a i do odprowadzania sporo bylo chetnych, ale jak mnie mama z któryms zobaczyla, co nawet fach by mial, ale byl bez mórg, to nieraz i rózgami wysiekla. - Nie po to ci ten posag, kozuchy i poduchy szykuje, zebys je w byle jaki dom wniosla! - mawiala. Jednego kawalera, krawca tylko na dwóch morgach, szczególnie dobrze zapamietalam, bo bardzo mnie sobie upodobal i jak cien za mna chodzil, chociazby o jedno dobre slówko proszac, ale mój strach przed mama byl tak wielki, ze choc zal bardzo mi go bylo, zaciskalam mocno usta, aby do niego nie przemówic. Z rozpaczy nawet grozil, ze mnie zastrzeli.

Na nic sie jednak potem to wszystko zdalo, bo przyszla wladza radziecka i oprócz domu wszystko przepadlo. Jak przemoca rozbierali budynki gospodarskie, to mama, jako ze predka byla, pochwycila kolek od stodoly na tych niszczycieli i nie chciala go oddac, wolajac, ze choc tyle jej z gospodarstwa zostanie. Obiecali za to wyslac cala rodzine na Sybir, ale nie wyslali, tylko ze zycie stalo sie nie do wytrzymania. Gdy zaczela sie wojna, najstarszy brat Leon odbywajacy sluzbe w polskim wojsku, popadl w niewole niemiecka i do obozu koncentracyjnego. Po wojnie okazal sie w Kanadzie, gdzie do dzisiaj zyje.
Mlodszy brat, osiemnastoletni Marian i dwudziestoletnia siostra Emilia zostali podczas niemieckiej okupacji rozstrzelani. Partyzanci wokól rózni sie kryli. A z kolei Rosjanie wzieli Piotra do swego wojska. Gdy stamtad powrócil, mielismy juz wszystkie dokumenty zalatwione na wyjazd do Polski. Ale Piotr sie sprzeciwil: - Nie bede ja sie swej ziemi wyrzekal - powiadal - i gdzies na cudzym, na byle polnym kamieniu od nowa zaczynal. Na swej ziemi czekal bede!" Ale niczego dobrego sie nie doczekal, tyle tylko, ze w kolchozie nam tak wysokie normy naznaczyli, ze ja, bedac malego wzrostu i cieniutka jak ta niteczka, w zaden sposób podolac nie moglam i ciagle nie wypelnialam normy, choc ojciec jak mógl pomagal. W koncu zagrozono mi sadem i wiezieniem. A pomyslec tylko, ze te normy to wcale nie obcy, lecz swoi na nas tak niesprawiedliwie nakladali. Wtedy to przyszla mi z pomoca mlodsza siostra Jania, która jeszcze przed wojna, za polskich czasów, wyjechala do pracy w Estonii, tutaj wyszla za maz, najpierw za Oswalda, co na wojnie zginal, a potem za Elmara Aavika, i po wojnie mieszkala w Tallinnie.
Przyjechala ona do nas na urlop. - Tu nie sposób dluzej zyc. Musisz stad natychmiast wyjechac! - powiedziala i napisala za mnie do urzedu podanie, ze pragne wyjechac do Estonii, bo wychodze za maz i narzeczony juz tam na mnie czeka. Nie byla to wcale prawda, ale wtenczas taka polityke wzgledem nas prowadzili, ze Estonczyków wysylali do pracy do Rosji, a nas z bylej Polski do Estonii. Ale zeby otrzymac zameldowanie w hotelu robotniczym w Tallinnie musialam pracowac chyba z rok przy budowie polikliniki w dzielnicy Pelgulinna, chociaz wlasciwie przez nastepnych dziesiec lat mieszkalam razem z siostra i jej rodzina. Potem przez dlugie lata pracowalam w Tallinskiej Fabryce Mebli w sklejarni i suszarni. Na nieszczescie siostra w mlodym jeszcze wieku zaczela ciezko chorowac. Po jej smierci chcialam sie wyprowadzic, ale szwagier Elmar prosil i blagal, azebym za niego za maz wyszla. Po trzydziestce mi wtedy bylo i dawno juz sobie postanowilam, ze zostane stara panna. A i o zadnym kochaniu jak to za mlodych lat z mej strony mowy byc nie moglo. Ale Elmar wiedzial, jakimi slowami do mnie przemówic. - Jak inna za zone wezme, to ona Jaana (syna siostry z pierwszego malzenstwa) z pewnoscia za syna nie bedzie uwazac, a moze i krzywo patrzec bedzie, ze na grób nieboszczki Jani tak czesto chodze - powtarzal. Na wspomnienie siostry zaplakalam i zgodzilam sie. Zaraz tez poszlam do tego starego naszego ksiedza o slub sie umawiac, ale on powiedzial, ze takie malzenstwo z bylym szwagrem jest przez kosciól niedozwolone i ze to duzy grzech. Sam Elmar po raz drugi razem ze mna do ksiedza chodzil i tlumaczyl: - Niczego na swiecie bardziej nie pragne jak tylko tego, zeby Frania sakrament przyjac i w zgodzie z wlasnym sumieniem zyc mogla! Ksiadz nawet obiecal napisac w naszej sprawie list do biskupa. Ale odpowiedz nie nadeszla. Znów plakalam, a inaczej za maz isc nie chcialam. Elmar byl w rozpaczy. Az wreszcie wszyscy sasiedzi z naszego domu za mnie sie wzieli i przemówili mi do rozumu. - Grzechem i bez sumienia jest meczyc tak dobrego czlowieka jak Elmar. Czy Frania nie pamieta, z jakim staraniem kolo jej chorej siostry chodzil, jak sie nia opiekowal? Ile serca jej i wszystkim krewnym z Bialorusi okazywal?"

W tym miejscu udaje mi sie w tok wymowy pani Frani wcisnac podchwytliwe pytanko. - Wiec nie wszyscy Estonczycy sa zli? Oczy pani Frani blyszcza swietym oburzeniem, gdy peroruje z werwa: - Nie powiem, sa i wsród Polaków albo i Rosjan dobrzy ludzie. Ale niejeden Polak i katolik taki jest zly, ze i gorszy byc nie moze! A mój Elmar patrzyl tylko, gdzieby mi w czyms pomóc i usluzyc. Stokroc on lepszy byl dla mnie niz ja dla niego. Z zawodu byl cukiernikiem. Jako majster w cechu piekarniczym pracowal. A ja przyznaje, ze za róznymi buleczkami zawsze przepadalam, wiec on je codzien dla mnie kupowal i dla zartu w kieszeniach przynosil. Przedtem bylam jak niteczka, ale przy Elmarze zrobilam sie okragla jak buleczka. A Elmar powtarzal: - Ja nie widze, zeby Frania w ogóle sie zmienila, w moich oczach Frania pozostanie zawsze taka sama. Sam zreszta byl takim calkiem w sobie blondynem i z wygladu typowym Estonczykiem. Jak swieto jakie, goscie w domu, urodziny moje, albo imieniny, to ja jak pani sobie za stolem króluje, a Elmar gotuje, piecze, do stolu podaje, obsluguje. Rajskie zycie z nim mialam, niech Bronia poswiadczy, bo czesto ze swym mezem u mnie goscila! (Tu pani Frania powoluje sie na niepodwazalne swiadectwo znanej nam wszystkim pani Broni Kononowej).

- 25 lat z nim przezylam i tak sie do niego przywiazalam, ze gdy przed dziesiecioma laty umarl, to myslalam, iz bez niego zyc juz nie potrafie i ze mi sie z zalu w glowie pomiesza, tak ciezko bylo mi go stracic! Tu pani Frania milknie i pograza sie w zadumie. - Ale zaraz, pani Franiu, w jakim jezyku z Elmarem rozmawialiscie, chyba po rosyjsku? - pytam, chcac odciagnac ja od tych smutnych mysli. - Jak to, w jakim jezyku? - ozywia sie znów pani Frania. - Naturalnie ze po estonsku. Elmar pochodzil z Kadriny, cala jego rodzina mieszkala na wsi. Nikt tam wtedy po rosyjsku nie umial. Elmar wprawdzie zaraz sobie róznych podreczników do rosyjskiego nakupowal, ze niby bedzie sie dla mnie uczyl, ale jakos mu nie szlo. - Jakby to byly polskie podreczniki, to bym sie chetniej uczyl - powiadal. A ja po estonsku rozmawialam, zanim sie jeszcze nauczylam czytac i pisac w tym jezyku. Jego rodzina juz mnie znala i dobrze mnie przyjela. Do dzis podtrzymuja ze mna rodzinne stosunki, choc Elmara juz nie ma. W ogóle wszelkie wiezi rodzinne byly dla Elmara zawsze bardzo wazne. Trudno to nawet wyrazic, z jakim szacunkiem i troska odnosil sie do moich krewnych z Bialorusi, jak ich przyjmowal i goscil. Moi rodzice w ostatnie lata swego zycia mieszkali u nas w Estonii. Ojciec pochowany jest na cmentarzu Metsakalmistu, mama umarla nagle, bedac w odwiedzinach w Hermanowiczach i tam zostala pochowana. Oboje rodzice dozyli sedziwego wieku. Mój brat Piotr goscil u nas przez dluzszy czas i tu sie leczyl.

A teraz mieszkam sama i daje sobie jakos rade, chociaz renta jest mala - tylko 900 koron, bo pelnego stazu nie mialam. Pracowalam wprawdzie do 60 roku zycia, ale wyjezdzajac do Estonii stracilam kolchozowy staz. Elmar jeszcze wtedy zyl i mielismy 20 tysiecy rubli oszczednosci. - Wystarczy nam tego - powiedzial Elmar. - Co sie masz Franiu tak jeszcze trudzic. Wtenczas to byly duze pieniadze. Ale przyszly zmiany polityczne i prawie wszystkie nasze oszczednosci stracilismy. Jednym slowem: I tam (na Bialorusi) i tu stracilismy swoje.

- No to moze pani Frania teraz zaluje, ze przyjechala do Estonii? - pytam. - Uchowaj Boze! - wzbrania sie pani Frania. - Przed kilkoma laty, jak jeszcze swobodnie mozna bylo bez wiz jezdzic, przyjezdzal Piotr, syn mego brata Piotra, co to po ojcu w dawnym miejscu mieszka. - Niech ciocia do nas, w swoje strony powraca - namawial. - Nowy domek wybudowalem, trzy pokoje sa, bedzie ciocia jak u siebie. Odmówilam. Teraz tutaj moje miejsce i ja tu u siebie. I siostrzeniec Jaan tu mieszka z rodzina i krewni Elmara i groby ojca, siostry i Elmara sa na cmentarzu Metsakalmistu. Tam i dla mnie obok niego miejce jest przygotowane. Lepiej mi juz tutaj dozyc…

Rozmawiala Teresa Kärmas


archiwum